16 października 2016

Gyokuro - japońska herbata o wielu smakach


Dostałam od męża paczuszkę świeżej zielonej herbaty z Japonii. Taki rarytas nie może się zmarnować, więc pijamy ją ostatnio często. Podczas pisania tego wpisu Kuba parzy ją specjalnie dla mnie metodą wyciskania. Ten wpis będzie poświęcony Gyokuro z Kyoto z tegorocznych zbiorów.


Ech, czym ona się tak rajcuję... W końcu to jakaś tam zielona herbata... Tak pewnie pomyśli większość czytających bloga. No cóż, poza specjalnym sposobem produkcji, regionem pochodzenia, świeżością i ceną, to prawie niczym nie różni się od zwykłej zielonej ze sklepu (taki żarcik). Dla zwykłego pijacza ekspresówek napar Gyokuro to zwykła, lekko zabarwiona woda, ale dla mnie to coś więcej. Nie mam wiele czasu dla siebie, bo mały ktoś pochłania mnóstwo mojej uwagi w ciągu dnia, ale wieczorem jak mam już chwilę dla siebie, to wolę napić się czegoś na prawdę dobrego, a nie jakiejś tam byle ekspresówki.

Gyokuro Kyoto - pierwsze parzenie.

To napiszę kilka słów o prezencie od męża. Nie będę się rozwodzić o procesie jaki przechodzą liście zanim trafią do sklepu, skupię się na jej charakterze i smaku. Gyokuro to bardzo wymagająca herbata i nie da się jej zaparzyć byle jak bo się na nas zemści za złe traktowanie. Pamiętam jak koleżanka pierwszy raz zaparzyło sobie tą herbatę i nie rozumiała dlaczego inni tak ją lubią. Okazało się, że zalała ja wodą o temperaturze o 5 stopni za ciepłą. Tak, za ciepłą, bo Gyokuro nie znosi wody o temperaturze powyżej 60 st. Innym razem ja zaparzyłam ją zbyt długo i tez mi nie smakowała. Różnica była na prawdę niewielka, bo około 15 sekund. Tego dowiedziałam się od kolegi, który od którego nauczyłam się wiele o herbacie. W sumie ten szczegół dotyczy wysokogatunkowych herbat japońskich jako całości, ale przecież Gyokuro należy do tej grupy. Innym razem zabrakło odpowiedniego ogrzania czarki przed parzeniem i smak naparu też nie był zachwycający. Akurat ta uwaga dotyczy większości jasnych herbat, nie tylko japońskich. Podsumowując moje wywody, Gyokuro idealnie nadaje się do celebrowania parzenia herbaty. Każdy szczegół musi być dopracowany, dopieszczony, bo po prostu nie będzie nam smakować.

Gyokuro Kyoto - drugie parzenie.

No właśnie, jak smakuje dobrze zaparzone Gyokuro? To zależy od sposobu parzenia (taka filozoficzna odpowiedź, ech). Zaparzone po europejsku będzie do wypicia, ale bez fajerwerków. Za to gdy zaparzycie je choć trochę po japońsku, to zupełnie inna bajka. Ja lubię parzyć takie herbaty (Gyokuro, Sencha) w shiboridashi metodą wyciskania (pisałam o tym już). Wtedy na początku uzyskuję smak lekko słonawy (umami), a kolejne parzenia są lekko słodkawe. Fajna zmiana smaku, której nie da się uzyskać chyba w żaden inny sposób. Zapach liści z kolejnymi parzeniami też się zmienia. Najpierw jest bardziej świeżo skoszona trawa, później staje się coraz bardziej słodkawy, a na koniec przypomina matchowe ciasteczka.

Gyokuro Kyoto - trzecie parzenie.

Kuba mówi, że parzenie mu dzisiaj nie wyszło, ale przecież nie da się dwa razy tak samo zaparzyć herbaty. Zawsze coś się zmienia. Często gdy mam zły dzień i nic mi nie wychodzi, to nawet czarna herbata jest gorzka i paskudna. Mi jego parzenie smakuje, bo wiem, że zrobił to specjalnie dla mnie i nigdy nie napiję się drugi raz tak zaparzonej herbaty.

A to Kubowe zabawy ze zdjęciami.

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię zielone herbaty Ten sklep internetowy www.swiatkawyiherbaty.com.pl w łatwy i prosty sposób pozwala mi je kupić Herbata zielona to samo zdrowie. Barbara 57l

    OdpowiedzUsuń