27 października 2016

Herbata Lord Grey od TET


Czarna herbata z olejkiem z bergamotki, niby z dodatkiem, a jednak klasyka gatunku. Osobiście nie przepadam za herbatami aromatyzowanymi, czy z milionem dodatków, ale są pewne wyjątki. Do nich należy właśnie Earl Grey, a dzisiaj opowiem Wam o takiej herbacie od brytyjskiej marki TET.

No właśnie, klasyka czarnych herbat, ale z aromatem. Jak to się w ogóle stało? Wiecie pewnie, że Anglicy lubią sobie czasem pomieszać różne herbaty. Teraz robią to z premedytacją i dobrze im to wychodzi, ale nie zawsze tak było. Pierwsze herbaty przywozili statkami, a wiadomo, na morzu jest sporo wilgoci, więc liście docierały do portu często w opłakanym stanie. Podobno z Chin wywozili zieloną herbatę, a do Anglii docierała, jako czarna (pewnie bliżej temu było do jakiegoś rodzaju Pu-erha). No cóż, pewnie też ładnie nie pachniało, więc chcieli zamaskować to jakoś. Podejrzewam, że eksperymentowali z różnymi aromatami, kwiatami, owocami czy innymi dodatkami. Pewnie dlatego teraz mamy od groma mieszanek z milionem dodatków. W końcu pewnego lordowi zasmakowało połączenie z olejkiem z bergamotki. Od jego nazwiska pochodzi nazwa tej mieszanki, czyli Earl Grey. Na szczęście z czasem do Anglii docierała herbata coraz lepszej jakości, założyli też swoje plantacje w Indiach. Wiele się zmieniło, ale olejek bergamotowy dalej dodają do czarnej herbaty. No i dorobili do tej herbaty ciekawą legendę o tygrysie i synu jakiegoś możnowładcy.


A jak to jest z tymi mieszankami? Pewnie zaczęło się przypadkiem. Może na statku pomieszali liście już w ładowni, bo herbata to herbata i do Brytanii dotarła już jako mieszanka różnych gatunków. Pewnie później zaczęli zwracać większa uwagę na właściwości herbat pochodzących z różnych terenów. Powstały specjalne mieszanki do śniadania, osobne na popołudniową herbatkę, a jeszcze inne na wieczorne spotkania. Poza tym w każdym hrabstwie mieszanki były nieco inne, może miały w składzie te same herbaty, ale już same proporcje wiele zmieniały. Podobno miało to związek z jakością wody w danym miejscu, ale tego chyba już nikt nie wie na 100%. Grunt, że w jednym mieście English Breakfast smakował inaczej niż w drugim i to jest piękne w brytyjskich mieszankach.

Dlaczego spodobały mi się herbaty firmy TET (True English Tea)? Otóż mają w ofercie tylko i włącznie klasyczne brytyjskie mieszanki herbaciane, a składniki są w pełni naturalne i zgodne z brytyjską tradycją herbacianą.

Herbatę Lord Grey dostałam specjalnie do testu, a w paczce było też kilka przydatnych gadżetów. Lord Grey to klasyczny Earl Grey, czyli czarna herbata z olejkiem z bergamotki. Jedni wolą, gdy bergamota aż szczypie w język, a drudzy, gdy daje tylko delikatny cytrusowy posmak. Ja należę do tych drugich, więc te mocniejsze Earl Greye muszę po prostu mieszać ze zwykłą czarną herbatą, żeby nadawały się do wypicia. Na szczęście Lord Grey jest jak dla mnie dobrze wyważony. Nie zabija bergamotą, ale też nie ginie ona w aromacie czarnej herbaty.

Mam brytyjską herbatę, więc postaram się zaparzyć ją po brytyjska. Imbryk od TET, specjalna łyżeczka i filiżanki, ot taki zestaw. Parametry parzenia: 500ml wrzątku, który właśnie przestał buzować, 3 łyżeczki herbaty, a czas: około 2-3 minuty (nie mierzyłam dokładnie). Oczywiście przed parzeniem ogrzałam wszystkie naczynia. Liście są dość duże i nawet niepołamane, brakuje mi tylko złotych tipsów. Już sam susz pachnie cytrusami, ale nie przytłaczająco. Nie mogłam się powstrzymać i zaparzyłam herbatę w szklanym dzbanku, żeby móc ją dokładnie obejrzeć. Liście pięknie zatańczyły i dały rubinowy napar pachnący bergamotką i czarną herbatą. W smaku mogłoby być nieco bardziej subtelnie, ale zaparzyłam herbatę na sposób brytyjski, więc nie ma co porównywać z wieloma krótkimi parzeniami, które zwykle praktykuję. Najważniejsze smaki są: w pierwszej kolejności świeża, rześka bergamotka, a za nią chowa się czarna herbata, która zaczyna być lekko goryczkowa (gdybym parzyła krócej, to pewnie bym jej nawet nie poczuła).


Nie zawsze mam czas na spokojnie wypić herbatę w ciągu dnia (takie uroki macierzyństwa), ale wieczorami często parzę jakąś smaczną herbatę. Moja wieczorna propozycja z Lordem Greyem w roli głównej, to połączenie z kwiatami lawendy. Akurat ta herbata jest w sam raz aromatyzowana, więc bez większych kombinacji mogę do niej dodać dosłownie kilka kwiatów. Lawenda jest bardzo intensywna, więc jeśli przesadzę, to będę miała napar mocno lawendowy z lekkim posmakiem bergamoty. Po raz pierwszy piłam taką kompozycje w lokalnej kawiarence jako "herbatę spod lady". Później nigdzie jej nie spotkałam, a szkoda. Na szczęście mogę ją odtworzyć, bo składniki zawsze mam w szafce.

A, zapomniałabym! Firma TET organizuje fajny konkurs. Do wygrania jest podróż żaglowcem i jeszcze kilka innych atrakcji. Wystarczy wypełnić ankietę o Anglii na ich stronie. Tam znajdziecie regulamin i szczegółowe info co i jak z konkursem.


5 komentarzy:

  1. Bardzo mi posmakowała, szczególnie wersja Erl Grey :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również zakupiłam TETa zachęcona wersją zieloną z imbirem, którą miałam okazję próbować. Na razie czeka na moją ocenę :) Nurtuje mnie tylko ten "lord" zamiast "earla". Przeszły mi przez głowę wątpliwości, czy to jakaś podróba, czy to też dopuszczalna nazwa. Może Ty wiesz?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie podróbka. Po prostu niektóre marki wybierają różne wersje nazwy dla swoich bergamotowych ceylonów. Widziałam też herbaty Lady Gery, czyli klasyczny Eral Grey z pomarańczą, czy Imperial Grey - wersja z jaśminem. A tutaj wydaje mi się, że Lord zamiast Earl jest użyte w wyrazie hołdu dla pana Greya, który był Lordem.

      Usuń
  3. Co tam jest w tym suszu? Dodałaś lawendy? Pytam bo kupuję i pijam Lord Greya, ale mój susz jest pozbawiony jakichkolwiek dodatków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oryginalnie TET jest bez dodatków. A ja uwielbiam Earl Grey z dodatkiem lawendy, więc ją dodałam.

      Usuń