26 października 2015

[Z marketu]: Zielony Pu-Erh w cegiełkach - Haichao


Jakieś pół roku temu pisałam o mocno fermentowanym Pu-Erh firmy Haichao. Dzisiaj przedstawiam coś, co kupiłam, jako herbatę zieloną w formie sprasowanych kostek, ale jak dla mnie to bardziej wygląda na niefermentowanego Pu-Erha.

Herbaciane kosteczki pakowane są po 2 gramy w szczelne zgrzewane torebeczki. Po rozpieczętowaniu mamy bryłkę z widocznymi listkami w odcieniach zieloności. Jeśli chodzi o jej zapach, to jest słabo wyczuwalny, ale uwalnia się po obudzeniu herbaty.

Parzyć będę w kamionkowym czajniczku, który hoduję pod zielone herbaty o pojemności około 180 ml. Temperatura wody to około 90-95 st.C. Przed parzeniem obudzę herbatę, czyli zaleję ją na kilka sekund, aby złapała pierwszy kontakt z wodą. Pierwsze właściwe parzenie to około 1 minuty, a każde kolejne wydłużę o około 30 sekund.

Drugie parzenie.
Napar trzyma się w kolorystyce raczej złoto-pomarańczowej niż zielonej. Zapachem bardzo przypomina mi zielone Pu-Erhy, które już wcześniej opisywałam. Nie ma tu wędzenia czy wyraźnego prażenia, ale jest taki specyficzny roślinny zapach - to chyba to sprasowane listki. W smaku jest przyjemny. Nie ma ściągania czy goryczki. Pierwszy napar jest delikatniejszy, a kolejne już mocniejsze, ale nadal smaczne. Zbite listki uwalniają się całkowicie dopiero w drugim parzeniu, to pewnie, dlatego kolejne napary są wyraźniejsze niż pierwszy napar.

Listki od budzenia
do trzeciego parzenia.
Herbata dość specyficzna jak na sklepowe półki, ale dobrze, że i taką można dostać. Zwykle zielona herbata kupowana w spożywczakach to albo jakieś wielkie liście "typu gunpowder", albo herbaciany pył w saszetkach. Taka odmiana się przyda, a może ktoś się zainteresuje bardziej takimi herbatami prasowanymi i odkryje jeszcze wiele innych smaków herbacianych, których trzeba poszukać w sklepach specjalistycznych.



Kamionkowy czajniczek w końcu użyty po prawie miesiącu spędzonym w jednym z pudeł.

2 komentarze: