2 listopada 2015

Whisky Dry Stout 13,5 Blg


Triumfalny powrót piwa! Ostatnio z Majką uwarzyliśmy Dry Stout z znacznym udziałem słodu wędzonego torfem. Dokładnie takiego, jakiego używa się do fermentacji i destylacji Szkockiej Whisky. Oczywiście nie obyło się bez nutki amerykańskiego chmielu. Wyszedł nadzwyczaj pijalny. Tak, że aż strach!

Słód wędzony stanowił ok. 40% całego zasypu, reszta to Pale Ale, Monachijski i oczywiście Czekoladowy oraz niesłodowany jęczmień palony. Zacieranie było kierowane na wytrawne piwo. Nachmielone na goryczkę Marynką i Simcoe, 5 min przed końcem sypnąłem szczyptę "hamerykańskiego" chmielu na aromat i na leżak również. Wprawdzie bałem się coby nie przykrył aromatu wędzeniny torfowej, ale wyszło smacznie.

Co ciekawe, przepis celował w 12 Blg (ok. 20L) przy wydajności 75%, a moja Kochana Żonka zostawiona z filtracją i wysładzaniem wyciągnęła po chmieleniu i odparowaniu 20L brzeczki 15 Blg - to trzeba było rozcieńczyć do 13,5 Blg. Pewnie zapytacie, dlaczego? Piwo byłoby mocniejsze! A no, dlatego że użyłem do chmielenia tyle chmielu, żeby goryczka była ciut mocniejsza niż w 12 Blg Dry Stoucie i przy większej gęstości piwo mogłoby wyjść ulepkowato-słodkie z nikłą goryczką. A jak ona to zrobiła, że w warunkach domowych osiągnęła wydajność wysokości ok. 95%? Pytajcie już jej.


Nagazowanie: Wyszło średnie, ok. 6g cukru na 1l piwa, piana fest, i nie przegazowane.

Kolor: Czerń! Światło przez nią nie przechodzi, przy podstawie Teku widać tylko brunatne refleksy. Tak jak chciałem. Prezentuje się najlepiej w irlandzkiej szklance pintowej.

Piana: Gęsta, lekko brązowa po burzliwym nalewaniu nie chce opadać, zaś nalewane delikatnie opada dość wolno. Klei się do szkła jak należy.

Aromat: Czuć wędzenie torfem i Simcoe. Ta jodełka idealnie komponuje się z Whisky. Fani Lapsang Souchong polubią to piwko.

Smak: Tutaj spora doza paloności, ale nie do przesady. Spodziewałem się większego buchnięcia palonego jęczmienia, a może to torfowe wędzenie przykryło paloność? Tajemniczy aromat bandażowo-apteczny, ale to normalna rzecz w słodzie Whisky. Byłbym zapomniał! Jest słonecznik taki lekko prażony (Kochana Żona czuwa, żebym nic nie przeoczył). Goryczka średnia, ale co do stylu to w kierunku wysokiej. Lekko kwaskowate, jak to piwka ze słodem palonym. W smaku, a raczej w posmakach wychodzi nuta przypalonego spodu od chleba, taka gruba przypieczona skórka - to lubię!

Odczucie w ustach: No wytrawne wyszło. Przy tych 13,5 Blg też dość "pijane”, pomimo że alkoholu nie czuć (choć jakoś to w łepetynce mi zaszumiało jak po ostatniej AIPA).


Co do temperatury, w jakiej to piwko piłem to ok. 15 st C, czyli dość ciepłe jak na stout, ale chciałem uwydatnić jego aromaty. W temperaturze ok. 10-12 st smakowałoby bardziej orzeźwiająco. Podczas opisywania piłem je w Teku, za parę dni w Craftmaster Glass, a na końcu już klasycznie w Pincie Irlandzkiej.

Podsumowanie: Bałem się łączyć Whisky Dry Stout z chmielem amerykańskim, ale Simcoe to był dobry wybór. Efekt słonecznika znany z innych "czarnuchów amerykańskich" został osiągnięty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz