26 lipca 2014

Nepalska czarna herbata - Nepal Everest


Mogło by się wydawać że to mieszanka rożnych herbat a to jedynie czarna herbata z wysokogórskich plantacji Nepalu.

Najbardziej znana w Polsce herbata to czarna i to najlepiej z Cejlonu. Na szczęście nie tylko cejlońskie herbaty czarne są dostępne w naszym pięknym kraju. Możemy cieszyć się herbatami z Chin, Indii czy nawet Kenii. Natomiast ja dzisiaj napiszę o herbacie czarnej, ale mało znanej, bo pochodzącej z Nepalu.


Odwiedzając rożne sklepy z herbatami czasem znajduję ciekawostki i do takich zalicza się właśnie Nepal Everest. Spodobał mi się, ponieważ liście nie miało jednolitego ciemnobrązowego koloru. Pomiędzy brązami mogłam znaleźć też zielone, żółte i srebrzyste pączki. Zapach też był intrygujący. Najpierw skojarzył mi się ze słodkimi owocami, później przypominały słodkie pomarańcze lub brzoskwinie. Na końcu poczułam coś jakby kwiatowego. Tak różnorodne kolory i zapachu zadecydowały o wyborze tej a nie innej herbaty. Plantacje nepalskie położone są wysoko w górach podobnie jak ogrody Darjeeling. Słyszałam też porównanie herbaty nepalskiej do tej z Darjeeling, ale sama chcę to sprawdzić.

Napar z pierwszego parzenia.
Jeszcze przed zaparzeniem wrzuciłam liście do rozgrzanego czajniczka i poczułam miły kwiatowy zapach. Już nie było tych nut owocowych, ale przeszły one w zapachy łąki, miodu kwiatowego, gorącego lata i beztroski. Do parzenia użyłam wody o temperaturze około 95st.C., czyli po zagotowaniu zaczekałam aż przestanie wrzeć w czajniku. Pierwsze parzenie trwało około 1,5 minuty. Kolor naparu przypominał mi bursztyn, ale wpadał w pomarańcze. Zdecydowanie bardzo delikatny i nie przypominał mocnych naparów z herbat cejlońskich. Zapach podgrzanych liści przeszedł do naparu i wzmocniły się nuty miodowe, w głębi czuć też lekkie owoce. Za to w smaku nie był już tak słodki, raczej kwiatowy niż miodowy. Pomiędzy miłymi odczuciami była też lekko wyczuwalna goryczka, ale miodowy posmak komponował się z nią idealnie.

Napar z drugiego parzenia.
Drugie parzenie trwało dłużej bo 2 minuty. Po takim czasie parzenia napar był nieco mocniejszy i bardziej wyrazisty. Kolor stał się bardziej intensywny i bursztynowy. W smaku też nastąpiły zmiany. Goryczka stała się jakby ostra, korzenna, natomiast kwiaty przesłoniły miodowy posmak. Zaintrygowana tymi zmianami smaku i koloru zrobiłam jeszcze trzecie parzenie. Trwało ono 2,5 minuty. Smak z drugiego parzenia utrzymał się w trzecim, jednak stracił nieco na intensywności. Czasem trudno określić która herbata nadaje się do wielokrotnego parzenia. Najlepiej samemu eksperymentować ze smakami i sprawdzać ile parzeń danej herbaty będzie smakowało.

Liście po parzeniu.
Po trzecim parzeniu mogłam obejrzeć w pełni rozwinięte liście tej zaskakującej herbaty. Susz mienił się chyba całą paletą herbacianych barw i podobnie było z liśćmi po zaparzeniu. Mogłam zobaczyć odcienie brązów i zieleni a do tego różne fragmenty liści. Od najmniejszych jeszcze nie rozwiniętych pączków przez niewielkie listki po fragmenty dojrzałych liści. Na przykładnie tej herbaty widać do jakiego koloru fermentują pączki a do jakiego dojrzałe liście. Polecam czasem przyjrzeć się liściom z których parzycie herbatę, wiele powiedzą o swoim pochodzeniu.

Podsumowując, Nepal Everest jest przyjemną herbatą czarną, którą dobrze się pije popołudniami. Dzięki temu że pochodzi z wyżej położonych plantacji można delektować się jej świeżością i delikatnością. Wnioskując ze smaku i zapachu można podejrzewać że w sąsiedztwie plantacji znajduje się sad owocowy, a liście były zbierane w czasie kwitnienia drzew owocowych. Jeśli trafię jeszcze na inną czarną herbatę z Nepalu to z pewnością ją opiszę. A co do Darjeelingów to może innym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz