27 maja 2015

Biała herbata z dodatkiem truskawki


Ostatnio chodziły za mną truskawki i efektem tego był zakup herbat z dodatkiem truskawek. Pierwszą pokażę dzisiaj. Biała herbata z kawałkami liofilizowanych truskawek. Liście wyglądały dobrze, więc się skusiłam.

Dlaczego biała, a nie zielona? Też miałam taką do wyboru i była nawet tańsza, ale jakoś liście mnie zniechęciły. To był susz herbaciany typu Gunpowder, nawet nie oryginalny Gunpowder, tylko marna jego wersja. Za to w białej herbacie zobaczyłam to, co w niej najcenniejsze i nie były to wielkie kawałki truskawek. Małe niepozorne włochate białe pączki liści herbacianych. Poza nimi było jeszcze mnóstwo zielono-brązowych liści, ale te białe maleństwa świadczą o jakości suszu. Nie ma gadania biorę tę herbatę.

Podobno mieszanka jest bez aromatów, ale jakoś temu nie wierzę. Pai Mu Tan nie pachnie szczególnie słodko, liofilizowane truskawki też nie mają takiego mocnego zapachu, więc musi w tym coś jeszcze być. No dobrze, to zaparzmy w końcu herbatę.


Producent/dystrybutor zaleca parzenie w temperaturze 70 st.C i czas 4-6 minut. No niby powinno się zaparzyć, ale ja to zrobię po swojemu, czyli 80 st.C i zacznę od pierwszego parzenia na 2 minuty, drugie też tak samo, a trzecie wydłużę do 3 minut. Powiem jeszcze, że użyłam dokładnie 4 gramy suszu na 200ml wody. Pai Mu Tam jest bardzo lekki, więc suszu jest dosyć dużo.


Napar wygląda bardzo ładnie. Od pierwszego parzenia ma intensywny słomkowy kolor. Nie jest klarowny, ale to akurat nie jest jego wadą. Pod światło widać unoszące sie drobinki, to meszek oderwany z pączków i młodych listków herbacianych. Napar z drugiego parzenia wygląda prawie tak samo. Jedyna różnica to mniej herbacianego puchu w naparze. Zaś po trzecim parzeniu napar stracił na mocy, jest bledszy, ale utrzymuje się w odcieniach żółtawych.

Zapach już z opakowania jest słodkawy, ale po wrzuceniu do ogrzanego zaparzacza przybiera na mocy. Na szczęście nie jest bardzo intensywny i duszący. Za to napary z pierwszego i drugiego parzenia pachną bardzo przyjemnie. Czuję coś słodkiego, raczej waniliowego niż truskawkowego. Dopiero przy trzecim parzeniu wychodzi na wierzch truskawka. Szkoda tylko, że nie ma tu nut herbacianych. Białe herbaty, nawet Pai Mu Tan są bardzo delikatne i nie przebijają się zwykle przez dodatki.

A teraz najciekawsze, czyli smak. Od pierwszego parzenia napar smakuje bardzo słodko, ale chyba wyczuwam nuty białej herbaty. Jest taka niby sianowatość, ale dominuje właśnie ta słodycz od truskawek. Drugie parzenie jest trochę bardziej truskawkowe. W trzecim parzeniu też jest słodko i truskawkowo, może nawet śmietankowo. No nic, może tylko wydawało mi się, że czuję białą herbatę.

Oto jak napar zmienia kolor dna czarki.
Przyszedł czas na podsumowanie. Mieszanka bardzo pozytywna, słodka, smaczna, ale brakuje mi w niej białej herbaty. No wiem, że jej smak i zapach nie ma szans z dodatkami, ale miałam nikłą nadzieję, że może się przebije. Jeśli chodzi o truskawkowość tej mieszanki to jest na wysokim poziomie. Nie ma wiercących w nosie aromatów i innych zbędnych dodatków. Jest biała herbata i truskawka, czyli najprostsza mieszanka herbaciana z owocami, jaką widziałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz