3 września 2014

Gruzińska czarna herbata z Tbilisi

Herbata czarna z Gruzji
Herbata czarna z Gruzji.
Jakiś czas temu znajomy przywiózł mi z wycieczki ciekawą herbatę z Gruzji. W Polsce dostępne są w różnych herbaciarniach mieszanki gruzińskie, ale mieć oryginał kupiony na tamtejszym targowisku to, co innego. Mam jej niewiele, ale postaram się opisać jej smak i zapach tak, aby każdy mógł poczuć to, co ja.

Liście prawie w całości,
przypomina ciemnego oolonga.
Z tego, co wiem to herbata w Gruzji pojawiła się dzięki Rosjanom, a właściwie ich pomysłowości ZSRR. W tych czasach Rosja i kraje jej podległe były największym importerem herbaty na świecie i szły na to wielkie pieniądze. Jednak ktoś mądry pomyślał, że przecież nie muszą skupować wszystkiego od chińczyków, a ziemi jest pod dostatkiem. W ten sposób zaczęły się eksperymentalne uprawy krzewów herbacianych w różnych częściach ZSRR, ale tylko na terenach Gruzji uprawy się przyjęły. Klimat i skład gleby różni się od tego, co jest w Chinach, więc herbata z gruzińskich plantacji też smakuje inaczej.

Parzę w szkle,
tak tradycyjnie.
Mam tu prawie całe liście, prawie bez łamania i kruszenia. Są naturalnie zwinięte w nieregularnie igły, można powiedzieć, że to przez brak staranności, ale w tym cały urok. Same liście pachną słodko, trochę czekoladowo, ale na pewno nietypowo. Po wrzuceniu ich do ogrzanego naczynia pachną jeszcze bardziej intensywnie. Ta słodycz przypomina mi jednego z chińskich oolongów, ale nie pamiętam jego nazwy. Mimo wszystko jest to herbata czarna i tak będę ją parzyć. Przygotowałam szklany zestaw, ponieważ tradycyjnie w Rosji pija się herbatę w szklankach, a jedynie wyższe sfery używały porcelanowych filiżanek. Ogrzałam wszystkie naczynia żeby poczuć pełnię smaku i aromatu tej herbaty, można tego nie robić i uzyska się zupełnie inny efekt. No dobrze, to zaparzmy w końcu ten rarytas.

Gruzińska w szklance.
Do parzenie użyłam wrzątku, czyli tu gdzie jestem to woda o temperaturze około 96-98 st.C. Pamiętajcie, że idealne 100 st.C można uzyskać jedynie nad brzegiem morza przy odpowiednim ciśnieniu atmosferycznym. Liście parzyłam około 3-4 minuty, ponieważ po dwóch minutach napar wyglądał blado. Teraz ma ładny pomarańczowo-brązowy kolor. Napar jest nie przejrzysty, ale to normalne. Za to jak smakuje, poezja. Nadal czuć tą intrygującą słodycz, ale jest jeszcze coś. Te nuty klasycznej czarnej herbaty z Yunnanu. Szkoda, że dostałam tak mało tej herbaty. Zawsze mogę próbować znaleźć tej smak w innych herbatach dostępnych Polsce, ale to nie to samo. Mieszanki gruzińskie w herbaciarniach są bardzo połamane i zupełnie inaczej się zaparzają w porównaniu do herbaty składającej się z dużych fragmentów liści.

Tyle listków
z jednej łyżeczki suszu.
Do opisania zostały jeszcze liście po parzeniu. Jest tu kolorowo. Trochę brązów, odrobina zieleni. Może się wydawać, że taka różnorodność kolorów świadczy o niedofermentowaniu liści, ale niektóre liście herbaciane mają taką właściwość. Jeśli spotkacie się z herbatą czarną, której susz jest praktycznie żółty bez śladu czerni czy brązu to nie czujcie się oszukani, bo być może macie przed oczami najlepszego Złotego Yunnana, jakiego spotkacie w swoim życiu. Wracając do herbaty, którą tu opisuję to susz rzeczywiście był super czarny, ale po zaparzeniu można dopiero zobaczyć, co krył w liściach. No i najważniejsze te liście nie są totalną sieczką tylko wyglądają jak liście.

Podsumowując, jest to najsmaczniejsza herbata gruzińska, jaką piłam. Pewnie pochodzi z jakiejś małej rodzinnej plantacji i człowiek, który ją sprzedawała właśnie tak zarabiał na życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz