27 lutego 2015

Shiboridashi od parzenia herbat zielonych z Japonii

Moje Shiboridashi

W końcu udało mi się odebrać moje Shiboridashi. Zamówiłam je jakiś czas temu u ceramika z Krakowa. Już w kilka chwil po odebraniu naczynia parzyłam w nim prawdziwa japońską herbatę. Nie mam zdjęć, więc się nie pochwalę.



Shibo z przodu i z tyłu.

Może zacznę od wyjaśnienia, do czego służy Shiboridashi. To naczynie do parzenia herbaty wymyślone w Japonii. Ten kraj słynie z bardzo delikatnych zielonych herbat. Sztuka parzenia w tym naczyniu polega na "wyciskaniu herbaty". Nasypujemy dużo suszu i zalewamy na początek niewielką ilością wody, aby liście nasiąkły. Po chwili odlewamy te kilka kropel naparu do czarki. I to właśnie jest pierwsze parzenie, taka esencja naparu, ale jej nie rozcieńczamy. Przy kolejnych parzeniach dolewamy wody już więcej i również parzymy bardzo krótko. Słyszałam różne wersje, co do ilości parzeń w tym stylu, jedni mówią 3, inny nawet 20. Moim zdaniem to powinno być ich tyle ile, kto chce wypić.

I jak tu się nie zauroczyć takimi kolorami.

Moje Shiboridashi składa się z trzech części: naczynia do parzenia, pokrywki i czarki. Wszystkie elementy muszą do siebie pasować. Pokrywka z dziurką i żłobieniami przylega do naczynia z takimi samymi bruzdkami, a czarka idealnie pasuje na górę. Te żłobienia zastępują sitko, dzięki nim liście nie przedostają się do naparu. No dobrze, do tego trzeba trochę wprawy. Czarka poza tym, że mogłaby służyć śmiało, jako pokrywka to też ma dopasowaną pojemność. Jest niewiele mniejsza do samego Shiboridashi.

Czarka jest tylko jedna, ale to wystarczy.

Teraz słowo o kolorach. Z zewnątrz naczynie jest niepozorne. Trochę niedoszklone, takie w brązowe mazy, ale za to w środku coś się zaczyna dziać. Czarka poza delikatnym beżem ma też niebieską aureolkę. Pokrywka z góry brązowo-bezowa od spodu jest seledynowa i ma takie ciekawe odblaskujące plamki. Nie wiem skąd to się wzięło, ale bardzo mi się podoba taki efekt. Shibo, które z zewnątrz bardziej prezentuje ceramikę niż szalone szkliwo, w środku czaruje turkusem. No właśnie, to szalone szkliwo, trochę brązów, trochę niebieskiego, ale wygląda zastanawiająco. Czy taki efekt zamierzył artysta? Tego nie wiem, ale wróćmy jeszcze do środka. Krawędzie są w tych samych brązach, co na zewnątrz, poniżej przyjemny odcień piasku, dalej lekki beż. Na ściankach seledyn, a na dnie piękny turkus z maleńkimi białymi kropeczkami. Mogę patrzeć w to naczynie bez końca.

Jest też podpis twórcy.

Wilhelm Bąk to ceramik z Krakowa. Jak sam mówi, dopiero uczy się ceramiki herbacianej, ale jak na moje oko idzie mu coraz lepiej. Jeśli szukacie jego dzieł to można je rozpoznać po podpisie Wili i rybce.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej jego ceramik to zapraszam do odwiedzenia profilu na FB: Kołem się toczy.

2 komentarze:

  1. Śliczne shiboridashi! :) Właśnie widziałem je około miesiąca temu na fanpejdżu "Kołem się toczy". A mogę zapytać, jaką shibo ma pojemność? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. samo Shibo ma około 170ml, a czarka 120ml. Tak w sam raz na popołudniową herbatę :)

    OdpowiedzUsuń